Putin prostuje i gmatwa
Z Mariuszem Patelskim, historykiem Uniwersytetu Opolskiego.
- Premier Putin opublikował wczoraj tekst, w którym między innymi tłumaczy powody podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow. Mówi tak: wtedy wszyscy podpisywali z Hitlerem pakty. Choćby w Monachium. Dlaczego tylko my się mamy tłumaczyć i kajać?
- To niesłychana próba zamazania znaczenia tego akurat paktu. Przede wszystkim dlatego, że nie gotowe do wojny zachodnie mocarstwa układały się z Hitlerem po to, by odsunąć światowy konflikt w czasie. Choćby za cenę, która dziś wydaje nam się zbyt wysoka. Różnica polegała na tym, że pakt Ribbentrop-Mołotow był porozumieniem zaczepnym w rozumieniu obu stron. Niemcom dawał gwarancję szybkiej wojny z Polską, a ZSRR, przez udział w niej, zyskiwał duże nadzieje, że Hitler zwróci się potem w stronę zachodu.
- Nadzieje spełnione.
- Stalin powiedział wyraźnie na posiedzeniu biura politycznego 19 sierpnia 1939r., że pakt “umożliwi Niemcom atak na Polskę i tym samym interwencja Anglii i Francji stanie się faktem dokonanym. Gdy to nastąpi będziemy mogli z pożytkiem dla nas czekać na odpowiedni moment dołączenia do konfliktu lub osiągnięcia celu w inny sposób”. To wyraźne określenie intencji ZSRR, który marzył o podbiciu Europy zwracając Hitlera na zachód. Putin nie może nie znać tych faktów. Jeśli więc dziś próbuje wskazać na symetryczność działań dyplomacji zachodniej z działaniami dyplomacji ZSRR w istocie próbuje zamaskować zbójecki charakter tego porozumienia.
- Rosyjski premier idzie dalej. Jego zdaniem losy ofiar Katynia i jeńców rosyjskich z wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku można określić jako wspólną tragedię naszych narodów.
- No to już zupełne świństwo. ZSRR zmasakrował wziętych do niewoli polskich jeńców, co jest zwykłym ludobójstwem i dowodem moralnego zezwierzęcenia ówczesnych liderów sowieckich. Natomiast jeńcy rosyjscy wzięci do niewoli u nas w poprzedniej wojnie rzeczywiście umierali ale w efekcie epidemii czerwonki, która wtedy w Polsce wybuchła. Nawiasem: rząd polski by ich ratować zwrócił się do Niemców z prośbą o szczepionki, ale Niemcy odmówili tłumacząc, że uznane by to było za pomoc militarną. Polska nigdy nie zorganizowała niczego podobnego do rosyjskiego Katynia. Dlaczego zatem Putin jednym tchem mówi o obu tragediach – nie sposób zrozumieć, a tym bardziej zaakceptować.
- Mamy też wytyki w rodzaju: razem z Hitlerem zajęliście Zaolzie.
- I półprawdę. Bo gdy my biliśmy się w 20. roku z bolszewikami, Czesi zajęli właśnie… Zaolzie. Jeśli dziś historycy rosyjscy wskazują, że wkroczenie w 39 na Zaolzie – tuż po Układzie Monachijskim – było hańbą Polaków, niech pamiętają, że całe siły nasze państwo skierowało wtedy do obrony przed bolszewicką nawałą. I jeśli dziś chcą nam prawić morały, niech wezmą pod uwagę, że uchroniliśmy wtedy Zachód przed komunistycznym reżimem, który oni sami dziś określają mianem zbrodniczego totalitaryzmu.
- Dlaczego dziś akurat historia staje się polem politycznych bitew, a historycy traktowani są jak żołnierze pierwszego frontu?
- Po 89 roku, zwłaszcza w naszej części Europy wiele, wydawałoby się, niepodważalnych tez i poglądów z obszaru historii najnowszej zaczęło się sypać. Otwierane były kolejne archiwa, dowiadywaliśmy się o faktach do tej pory skrzętnie ukrywanych. Ludzie chcą prawdy o przeszłości, a wtedy na arenę walk wypychani są historycy.
- Bo pojawiają się szokujące wyniki badań opinii. Dziś około 8 procent Polaków jest zdania, że powinniśmy byli w 39. iść razem z Hitlerem na Sowiety…
- I to znów szok, bo burzy stereotyp tworzony przez pół wieku propagandy peerelowskiej. Tymczasem przed wojną istniał taki nurt myślenia. Władysław Studnicki wydał opracowanie, którym przewidział ryzyko izolowanej wojny z Niemcami, zdradę sojuszników i atak ZSRR, jednak nakład jego książki w II RP został skonfiskowany. Węgrzy wydali się być wtedy bardziej pragmatyczni, ale zapłacili za początkowy sojusz z Hitlerem straszną cenę, gdy wkroczyła do nich Armia Czerwona.
- Jakby pan określił wydźwięk tekstu Putina?
- Najpierw kremlowscy historycy zabrali czekoladę, a on dziś próbuje dać nam kosteczkę z niej i liczy, że wszyscy będą się cieszyć. To parafraza tekstu Orwella.

