platforma blogowa portalu nowa trybuna opolska

Nasi nieobliczalni

Odkąd Sejm zajął się formułowaniem ocen wydarzeń historycznych, a póki nie wyda uchwały odnoszącej się do bitwy pod Grunwaldem czy Piłowcami, jedynym sensownym obszarem, którym warto się zajmować jest oczywiście piłka nożna. Bo to przez nią mieliśmy ostatnio stany przedzawałowe, stany depresyjne, lęki i koszmary nocne oraz – już na jawie – poczucie, że myśmy wszyscy chyba od macochy.
Nasi piłkarze są prawdziwie nieobliczalni. Gdyby istniał europejski ranking nieprzewidywalności, okupowalibyśmy z pewnością czołową pozycję. To jest tak, że Niemcy, Anglicy, Hiszpanie mogą w głupi sposób, lub z powodu pecha, przegrać mecz z San Marino, ale wywoła to jedynie salwy śmiechu publiczności, kilka zgryźliwych komentarzy, nie wzbudzi jednak niepokoju o ogólny stan piłki w tych krajach. Bo dla wszystkich będzie oczywiste, że na sto meczów z Wyspami Owczymi jeden można przegrać nie wiadomo dlaczego, ale reszta będzie wygrana i tyle.
Mam wrażenie, że naszych piłkarzy najbardziej rozbraja ton przedmeczowych komentarzy. One zasadzają się na dwóch głównych tezach: pierwsza – że dziś na świecie nie ma słabych drużyn. Druga – że za każdym razem walczymy o honor, prawie o być-albo nie być państwa polskiego.
Pierwsza teza deprymuje, bo gdzieś z tyłu głowy każdy piłkarz ma ją wdrukowaną więc nic dziwnego, że z całą powagą przypatruje się przed pierwszym gwizdkiem drużynie z naprzeciwka złożonej z listonoszy, rybaków i urzędników pocztowych.
Druga teza obezwładnia skalą odpowiedzialności za honor Polaków. Jeszcze się taki piłkarz nie narodził, który potrafiłby powiedzieć do kamery wprost: gram dla siebie! To mój zawód i wykonuję go bo lubię oraz dla pieniędzy. Kibicujcie mi, ale nie wmawiajcie, że jestem rycerzem spod Grunwaldu!
Media kreują piłkarzy na współczesnych herosów. A mecze piłkarskie na substytut średniowiecznych wojen. Piłkarze przepytywani w przerwach meczów opowiadają banały i banialuki, których bez uśmiechu słuchać nie sposób, telewizja zaś uwypukla koloryt samej imprezy, pokazując malunki na twarzach kibiców, meksykańskie fale i inne dyrdymały. W tym cyrku ginie sens dyscypliny i całego sportu: Kto dziś pamięta hasło: wyżej, dalej, szybciej? I “niech zwycięży najlepszy?”
Ten nasz ostatni na najbliższe trzy lata mecz reprezentacji piłkarze przegrali w swych głowach, a nie przez jakąś tam błędną taktykę, wadliwą strategię, czy złe rozstawienie na boisku. Przegrali mecz mentalnie. Nie unieśli ciężaru rozdętych oczekiwań i presji nieomal religijnej natury. Popatrując na drugą połowę meczu zastanawiałem się, który z nich padnie pierwszy na zawał, a wobec którego pojawi się zaraz żądanie banicji. Przy takiej “obróbce” sportu zwyciężać wprost nie sposób.
Jest też i druga strona medalu. Pamiętam z czasów PRL akcję “boisko w każdej gminie”. Jak to szło, tak szło, ale faktu, że takie małe stadioniki powstawały nie sposób zanegować. Obecny rząd rzucił hasło budowy sieci “Orlików”, ale ono też stało się polem zaciekłych wojenek politycznych. Efekt? W czasach gdy ja zamiast na lekcje biegłem na boisko z kolegami, mieliśmy ich w okolicy trzy. Klepiska, bo klepiska, ale trzy. Dziś nie ma ani jednego, za to coraz częściej widzę na murach napisy: “zakaz gry w piłkę”. No to co się dziwić, że Słowenia nam dokopuje?

Mniej wujów, więcej biznesu

Dziennikarze jednej z gazet dotarli do informacji wskazujących na możliwość kolejnego przekrętu w PZPN. Prezes Lato miał zostać wybrany na funkcję głosami nielegalnych działaczy. Szczegóły są nudne, ciekawsza natomiast prognoza, a ta brzmi tak, że prawdopodobnie prezesa będzie trzeba wybierać od początku. Czytaj dalej…