platforma blogowa portalu nowa trybuna opolska

Polityczny hazard

Jeśli prawdą jest, że minister sprawiedliwości i prokuratura poznały fragmenty podsłuchów rozmów telefonicznych w tzw. aferze hazardowej z gazety, to jest to rzecz niebywała. Jeśli bowiem ktoś dziś ma ochotę powiedzieć, że system państwa nie działa, że to jedna wielka ściema – ma do tego prawo.
Minister sprawiedliwości nie odwołał też swych rewelacji o tym, że szef CBA żądał od niego aresztowania Jolanty Kwaśniewskiej na podstawie – zdaniem ministra – idiotycznych przesłanek. Nie odwołał też swojej opinii, że szefowi CBA przydałaby się jakaś konsultacja psychiatryczna.
Na pierwszy rzut oka, polityczne szwy afery hazardowej są dość wyraźne. Szkoda tylko, że prezydent zdecydował się wziąć udział w tym scenariuszu.

Publiczna Kataryna

Internetowa Kataryna stała się przebojem kampanii wyborczej. Jej niepochlebne opinie na temat obecnego ministra finansów wywołały gwałtowną reakcję jego syna, co z kolei wywołało kłótnię na temat anonimowości w internecie. Bo w dzisiejszych, zglobalizowanych czasach wszystko wiąże się z wszystkim.
Kim jest Kataryna? To pytanie wiąże dziś administratorów portali oraz prawników. Bo jest problem: syn ministra żąda ujawnienia jej danych, zaś admini (to nowa wersja pojęcia redaktorów gazet) tłuma-czą, że byłoby to wbrew zasadom. Zasady internetu są zaś takie, że anonimowość ceniona jest ponad wszystko.
Anonimowość w Internecie jest dowartościowywana przede wszystkim. Stanowi o jego atrakcyjności. Możliwość wypowiadania się w sieci bez podawania nazwiska, adresu, czy choćby danych umożliwiających zlokalizowanie piszącego jest wartością decydującą o tym, że wielu ludzi chce zabierać głosów sprawach publicznych, czy chociażby tych, których publiczność narzucają media.
Czy ta anonimowość jest dobra?
Padałem jej ofiarą, gdy na redakcyjnym blogu, czy na forum, ktoś zechciał wyrazić swą opinię odmienną od mojej. Pokornie znosiłem (i znoszę ) głosy, wedle których – najoględniej mówiąc – nie miałem racji, bądź myliłem się we wnioskach. Internauci – wśród których do-minują ludzie młodzi, przed czterdziestką, rączo wyrażali opinie od-mienne od moich, śmiało lansując tezy, które przy barowym stoliku, jako lajtomtywy dyskusji, byłyby atrakcyjne, jednak w publicznych wypowiedziach nie powinny mieć miejsca. Nie ze względu na cenzurę, ale z szacunku dla obyczajności i poszanowania zasad dyskusji.
Tożsamość Kataryny stała się przedmiotem debaty politycznej, choć ani jej imię nazwisko nie powinno nikogo specjalnie entuzja-zmować: ot, kobieta która sprytnie podszywa się pod zbitkę słów. Jednak Kataryna stała się przedmiotem walki politycznej z udziałem najważniejszych Polsce ugrupowań.
*
Przypuszczam, że w najbliższych latach w polskim interencie za-cznie jednak gościć prawo. Nie powinno być tak, że pod prawem do prywatności będzie ukrywał się człowiek, który powinien jednak po-nosić odpowiedzialność za to co mówi, co pisze, wyraża. Choćby taką polityczną tylko.
*
PO – zdaniem PiS – opowiada bajkę o przeszłości, którą stara się zredagować partia prezesa Kaczyńskiego. Nie zgadza się z tą wersją żadna z partii rządzących ani żadna z partii pozostających w we wła-dzy. Jest to ciekawe zjawisko: oto w polityce pojawiają się ludzie, których znaczenie przekracza ich normalne pozycje: oto są ludzie, którzy więcej znaczą niż wynikałoby to z ich ocen.
Prawdopodobnie PO wygra wybory do europarlamentu. Mimo Ka-taryny, mimo tego, że są zasady tych wyborów jakie są, mimo że nie wybieramy wprost, ale przez lustro partii.
Kataryna stała się przebojem wyborów. Przez to, że nagadała w in-ternecie wiele rzeczy – wielu z nas uznało, że ma rację i że warto jej uwierzyć.
Kimkolwiek jest Kataryna – szefową ważnej instytucji publicznej -czy tylko fiszą gdzieś tam w mniej ważne. Chwała jej: Zmusiła rząd do reakcji.
Premier Donald Tusk powiedział dokąd zmierzamy.

A niech banki idą na drzewa!

Nie zniewala mnie fakt, że w sondażach opinii publicznej prezydent Kaczyński w zasadzie wychodzi na persona non grata w polskiej polityce. Bo prawda jest, że ludzie po równi lubią brać udział w wyborach, co je wygrywać. Ten mechanizm działa tak: idę do urny po to, by znaleźć się w obozie zwycięzców, a nie po to by wesprzeć kogoś, kto przekonuje mnie swoimi teoriami o tym, co chce zrobić – także dla mnie. Studiowanie programów partyjnych jest bowiem szczególnie męczące i nie można od ludzi oczekiwać, że będą się w nie wgłębiać. Czytaj dalej…

Co by było gdyby…?

Ciekaw jestem co by było, gdyby – odpukać – doszłoby tam na granicy Osetii z Gruzją do tragedii? Czytaj dalej…

To nasze państwo

Dlaczego prezydent wybuchnął śmiechem, gdy podczas podpisywania Umowy o Tarczy premier powitał amerykańską sekretarz stanu? Czemu premier nie odmówił sobie ironicznej parafrazy słów obecnego prezydenta po wygranych wyborach, meldując obecnie Rzeczpospolitej wykonanie zadania (tego o budowie tarczy)? Dlaczego obaj panowie przez cały wtorek dawali mediom na tacy okazję do wyszydzania powodów, dla których rywalizowali o to, kto poinformuje Polaków o umowie, zatem wdrukuje w potoczną świadomość zasługę finalizacji projektu? Istotą demokracji jest rozgłośna kłótnia – totalitaryzmu zaś, pozornie eleganckie milczenie. Nie mamy powodu wstydzić się tego, że prezydent i premier różnią się w ocenach nawet tego, która jest godzina. Ale demokracja jest kulawa, gdy nie towarzyszy jej sztuka dyplomacji. Ona każe emocje chować głęboko, gdy wspólny interes tego wymaga. Dlatego Amerykanie swobodnie opowiadają swym służbom specjalnym, co widzieli podczas zagranicznych podróży. Bo to ich państwo – nieważne czy rządzone przez demokratów, czy republikanów.

Zróbmy sobie lewicę

Ta propozycja biesiadników tego bloga zapewne przestraszy, a nawet zniesmaczy. Jest bowiem rzeczywiście wygięta, za to intrygująca. RO przysłał wycinek (cyt. poniżej) w intencji szyderczej. Jego sztych zadany aliantom PO jest dotkliwy, ale zarówno PiSowcy jak POowcy nie czytają gazet, więc pewnie sie po nich omsknie i pójdzie w próżnię.

Biesiadnikom baru proponuję grę zmuszająca do pokonania ideologicznego wstrętu i myślania wspak ich naturalnym skłonnościom. Reszta poniżej…

Czytaj dalej…

Co ma w głowie Kaczyński?

Fragment relacji “GW” ze spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Pomorzanami.

” – Dlaczego używa pan języka nienawiści? – spytał nastolatek.

- Młody człowieku, to normalny język opisu sytuacji – odparł Kaczyński.

- Do nienawiści tu daleko – poparły go emerytki z czwartego rzędu.

Kaczyński: – Nie wiem, z jakiej rodziny pan pochodzi. Ale sądzę, że panu odpowiadać nie powinienem”.

Może mi ktoś wytłumaczyć, o co chodziło Kaczyńskiemu?